#plk #koszykowka…

#plk #koszykowka #sport

Kolejne czytadło na 15min czytania. Dziś o występach Zeptera Śląska Wrocław w sezonie 1999-2000 w Pucharze Saporty. Zapraszam 🙂

W poprzednim „odcinku” przybliżałem wyczyny Mazowszanki Pruszków w trzecim co do ważności Pucharze Koraca. Przeskakujemy trzy lata do przodu. Nic nie zmieniło się w pucharach, nadal były trzy, nadal w fazach grupowych grało ponad 130 zespołów. Dużo zmieniło się od tamtej pory w samej PLK. Liga wchodziła albo już nawet weszła w najlepszy swój okres, a obcokrajowców mogło być już nie dwóch, a czterech, w tym maksymalnie dwóch Amerykanów.

Tło:

Lata 1999 roku to koniec pewnej ery w Śląsku Wrocław. Po dwóch mistrzostwach z rzędu z zespołem pożegnał się główny ich architekt – Andrej Urlep, zastąpił go Muli Katzurin. W Europie „urlepowe” drużyny grały ze zmiennym szczęściem. Po ćwierćfinale Saporty w 1998, przyszła dość niespodziewana porażka z Pivovarną Lasko tuż po fazie grupowej w 1999. Katzurin był wtedy trenerem reprezentacji Izraela, świeżo co wrócił z Eurobasketu, nie miał łatki speca od obrony, ale jak się za chwilę okaże jego zespół szybko zaczął bronić tak jak te poprzednie pod dowództwem El Furioso 🙂

Tak mniej więcej od 1998 roku zapanował w PLK trend wymiany większości obcokrajowców po sezonie (głównie z uwagi na to że liga się rozwijała i brano co raz lepszych), toteż w składzie pojawili się nowi, ale dobrze znani: Chorwat Alan Gregov na pozycji rozgrywającego, jeszcze 4 lata wcześniej kadrowicz z medalami na każdej możliwej imprezie, który wymienił się miejscem grania z Rayem Miglinieksem (ten powędrował do Włocławka), obwodowy Łotysz Roberts Stelmahers, który zrobił furorę w słabej wtedy Zielonej Górze w drugiej połówce poprzedniego sezonu (również kadrowicz) i niejaki Jimmy Moore. Czwartym obcokrajowcem był Joe McNaull, grający w Śląsku od 2 lat, ale jeszcze bez polskiego obywatelstwa (to dostał w 2000).
Możliwość grania czterema obcokrajowcami wykruszyła znaczną część polskiego składu, odeszli Wilangowski, Zyskowski, praktycznie zniknął Mirosław Łopatka i Jacek Krzykała (chociaż byli w składzie). Krzykała nie wystąpi potem w żadnym meczu pucharowym, mimo że słynny rzut oddał raptem rok wcześniej. Mniej minut zostanie też dla Tomasza Wilczka i Andrzeja Adamka. Główny trzon to oczywiście Maciej Zieliński i Adam Wójcik w swoim szczycie kariery, oraz nowy Polak w składzie: Piotr Szybilski po 3 sezonach w Pruszkowie. Skład we wrześniu nie prezentował się więc szczególnie okazale: Gregov i Stelmahers (+ Adamek i Wilczek) na obwodzie, Moore, Zieliński i Wójcik na skrzydle, McNaull i Szybilski na centrze.

Rozgrywki grupowe:

Euroliga od jakiegoś czasu była zamknięta dla drużyny mistrzowskiej w Polsce, Śląsk znowu zagrać miał w Pucharze Saporty. Kwalifikacji żadnych nie było, ot mistrz i zdobywca pucharu mieli miejsce w fazie grupowej składającej się z 8 grup po 6 zespołów. Tylko dwa zespoły z grupy odpadały – awans do 1/ 16 to nie był dla Śląska nawet plan minimum, a przyzwoitość.

Grupa miała jednego faworyta: Kinder Bolonia – brązowy medalista ligi włoskiej (za kilka miesięcy mistrz Włoch), który był mistrzem Euroligi sprzed dwóch lat i wicemistrzem sprzed roku (!!!). Udział w Saporcie musiał być dla nich karą 😉 W składzie bardzo międzynarodowo, to był euroligowy zespół: Predrag Danilović, Serb który wrócił rok temu z NBA, Antoine Rigaudeau – jeden z najlepszych francuskich graczy w historii, Saulius Stombergas który w maju zdobył Euroligę z Żalgirisem (oczywiście reprezentant), Nikos Ekonomou – gwiazda Panathinaikosu, Duńczyk Michael Andersen (za 6 lat w Prokomie), 19-letni Australijczyk David Andersen (za 10 lat gracz NBA), no i reprezentanci Włoch: Alessandro Abbio, Davide Bonora, Alessandro Frosini. Kinder był wtedy faworytem nie tyle grupy co całych rozgrywek.
Oprócz Włochów w grupie znalazły się:
• Fenerbahce Stambuł – trzeci zespół ligi tureckiej, ale nie był to słynny i zawsze mocny Ulker – te zespoły połączyły się dopiero za kilka lat, w 2006. W składzie młodzi i średnio ograni Amerykanie: Jerome Robinson i Mark Miller (on za kilka lat w Prokomie), doświadczony Serb Radisav Curcić (epizod w NBA 8 lat wcześniej), kilku średnich Turków. Skład szału nie robił, ale zespół z Turcji w tamtym czasie, podobnie jak i dziś nie mógł być lekceważony,
• Ventspils – wtedy młody klub, który drugi raz z rzędu zdobył wicemistrzostwo Łotwy, ale zdążył już pokazać się w top16 Saporty. W składzie dwóch Amerykanów: znany z Bobrów center Yohance Nicholas (świetny sezon!) i raczej anonimowy Jimmy Polk. Oprócz tego oczywiście Łotysze na czele z młodym Aigarsem Vitolsem (etatowy reprezentant w dekadzie 00). Nie byli to znów gracze na Łotwie topowi.
• Pecs – brązowy medalista ligi węgierskiej – bez znaczących nawet w tamtym kraju nazwisk, ale ze znanym z epizodów w NBA skrzydłowym Dwaynem Whitfieldem,
• Norkkoping – czwarty (!) zespół ligi szwedzkiej, bez doświadczenia w Europie i bez wielkiej przyszłości nawet w najniższych pucharach w ciągu następnych lat. W składzie szwedzkie nazwiska które niewiele mi mówią i dwóch Amerykanów – JD Sanders i Paul Burke, które też mi niewiele mówią 😉

Podsumowując – dość egzotyczna grupa jak na drugi poziom rozgrywek w Europie. A do tego z ogromnym rozstrzałem poziomu, patrząc chociażby na Włochów i Szwedów/Węgrów. Śląsk miał prawo myśleć tu o 2-3 miejscu w grupie.

No to gramy. Na dobry początek gładkie i planowe zwycięstwo właśnie w Szwecji, 96-79 finalnie, wyróżnił się Gregov (22 punkty). Następny mecz to wyjazd do Turcji i dużo trudniejsze warunki, chociaż tak jak pisałem powyżej nie był to wtedy topowy turecki zespół. Ostatecznie nie grał nawet w play-offs swojej ligi. W dogrywce (69-69 w normalnym czasie), gospodarze popełniali bardzo dużo błędów i Zepter wywiózł ze Stambułu cenne zwycięstwo 83-77 (21 punktów Wójcika). Jeśli ktoś miał dotąd wątpliwości czy Śląsk wyjdzie z tej grupy, to już ich nie powinien mieć (na 8 spotkań do końca).
W trzeciej kolejce przytrafiła się pierwsza porażka, za to jak najbardziej wkalkulowana. Kinder pozwolił Śląskowi rzucić 13 punktów w 20 minut po przerwie i wygrał 77-49. Przed meczem kontuzji nabawił się Stelmahers, Moore generalnie niewiele wnosił do zespołu, we Włoszech w większych rolach wystąpili więc drugoplanowi – Wilczek, Adamek i głęboki rezerwowy – 24-letni Rafał Bigus, zakontraktowany w Śląsku po powrocie z NCAA (Villanova). W połowie października sytuacja kadrowa stała się nieciekawa. Do domu odesłano Moore’a (po 3 meczach pucharowych i 4 ligowych), kontuzjowany był Stelmahers, Śląsk radził sobie w siódemkę: Gregov, Wilczek, Zielińki, Wójcik, McNaull + Adamek i Szybilski, reszta graczy epizodycznie. Po trudnych meczach udało się jednak pokonać kolejnych rywali – łotewski Ventspils (76-64, 22 punkty Zielińskiego) we Wrocławiu i na wyjeździe Węgrów z Pecs (74-65). W tym drugim meczu świetny występ Wójcika (27 punktów), ale też pierwszy małe minuty dla Stelmahersa po kontuzji. Rundę rewanżową Śląsk zacznie z bilansem 4-1 na drugim miejscu w tabeli, grając praktycznie dwoma obcokrajowcami, do tego zespoły z miejsc 4-6 mają bilans 1-4. Pokaźna zaliczka. Wciąż nie decydowano się na wakujące wzmocnienie zza oceanu.

Zespół i kibice nie mieli czego się obawiać w kontekście wyjścia z grupy, co na początku listopada zostało udowodnione rozbiciem Szwedów – 93-63 (21 punktów McNaulla). Rewanż z Fenerbahce też szedł jak po maśle do pewnego momentu. Kilkanaście punktów przewagi na początku drugiej połowy, potem nieudana pogoń Turków. Finalnie 84-76, ponad 20 punktów Gregova, Zielińskiego i Wójcika i co ważniejsze – zapewniony awans do czołowej 16 pucharu. Nad trzecimi w tabeli Szwedami 2 zwycięstwa straty (i bezpośrednie mecze na minus). Nic złego tu się nie mogło już stać. Rewanż z Virtusem to pełne trybuny w Hali Ludowej i na wskroś defensywny mecz. 25-34 do przerwy i 51-64 po 40 minutach. Ówczesny zespół z Bolonii dowodzony przez wielkiego Ettore Messinę zdecydowanie wiedział jak bronić. W ataku istnieli tylko Wójcik i Zieliński (17+18 punktów), a kolejną przerwę z koszykówką musiał urządzić sobie Stelmahers. Zespół w lidze grał w tym czasie bezproblemowo. W tym momencie bilans zespołu w lidze to 12-0, a pierwszą porażkę poniosą dopiero w 15 kolejce we Włocławku za około miesiąc. Nadal nie spieszono się więc z podpisywaniem Amerykanina, który mógłby wskoczyć na miejsce zwolnionego wcześniej Moore’a.

Druga dotkliwa porażka z Kinderem raczej nie psuła humorów. Do rozegrania pozostały 2 kolejki, wystarczyło wygrać raz żeby zająć drugie miejsce w grupie – tak mówiła matematyka, chociaż to miejsce było praktycznie pewne. Mecz w Ventspils tego zwycięstwa nie przyniósł (63-70), Łotysze obronili za to punkt przewagi nad Fenerbahce które było blisko odpadnięcia, razem z beznadziejnymi Węgrami. Ostatni mecz fazy grupowej – gładkie 74-57 z Pecs – wciąż z dyżurną siódemką, choć znowu mógł pograć ósmy w rotacji na ten moment Bigus. Mecz bez historii. Historią za to zostały rozgrywki grupowe, a kibice spoglądali w kierunku gr. E, gdzie dużo się działo, a to tam miał być rywal w 1/16 finału.

Faza pucharowa:

Ostatecznie w gr. E trzecie miejsce zajął mistrz Słowacji – Slovakofarma Pezinok. Taki rywal w 1/16 pucharu Saporty dosłownie na nikim nie robił wrażenia, chociaż wtedy słowackie zespoły miały całkiem przyzwoite wyniki w Europie. Mecze miały odbyć się w połowie stycznia. „Gwiazdami” rywali byli Chorwat Aramis Naglić który grał nawet na IO w Barcelonie przeciwko Dream Teamowi, Serb Dragan Ristanović, Amerykanin Gerald Lewis. Byli też Słowacy – Marek Andruska (za 2 lata w Anwilu) i Petr Micuda (za 4 lata w Ostrowie Wlkp.).
W końcu zdecydowano się na transfer. Pamiętam wywiad bodajże z Włodzimierzem Szaranowiczem, który wtedy był blisko koszykówki (napisane jego głosem): my żeśmy podskoczyli w redakcji na równe nogi jak przyszła depesza (czy tam faks?) z Polskiej Agencji Prasowej, że O’Bannon w Śląsku. My żeśmy myśleli że to Ed, wielka gwiazda koszykówki uniwersyteckiej i niespełniony talent w NBA.
O’Bannonem okazał się jego 3-late młodszy brat, Charles O’Bannon (Ed miał zagrać w PLK już niedługo jak się okazało), nie podkoszowy, a z pozycji 2/3, chociaż przy tym w ogóle nie rzucał za 3. W tym sezonie nie rozegrał żadnego meczu w NBA, grał sezon i 2 sezony wcześniej, a ja sam grałem Detroit w NBA Live 2000, gdzie był w składzie i miał nędzny overall na poziomie 58. No ale była to na warunku europejskie gwiazda. Na warunki polskie super-gwiazda. W tym samym momencie zespół wzmocnił Robert Kościuk, były reprezentant Polski, podkupiony z Komfortu Stargard.

Wracamy do dwumeczu ze Słowakami. Mecz na Słowacji był dość wyrównany, górą był Śląsk 86-79. Media pisały że nie ma innej opcji niż awans do 1/8 po pewnym zwycięstwie za tydzień w rewanżu. Naglić dla gospodarzy rzucił 20 punktów, 24 punktami odpowiedział w końcu zdrowy Stelmahers, 21 dołożył Zieliński. Debiut zaliczyli O’Bannon i Kościuk. Rewanż tydzień później okazał się cięższy niż ktokolwiek przypuszczał. Na pewno nikt nie wyobrażał sobie że to Słowacy będą narzucać warunki, a dwumecz będzie kręcił się wokół remisu. Ostatecznie Śląsk wygrał mecz (i dwumecz), ale tylko 84-81, przechylając szalę w drugiej połowie dzięki grze Wójcika (23 punkty) i Szybilskiego. O’Bannon zaliczył drugi raz bezproduktywne 6 min gry. Dało się słyszeć głosy że jest pomyłką transferową. W 1/8 czekało już Adecco Mediolan, a nastroje były już mniej optymistyczne, zespół złapał lekką zadyszkę w lidze, na razie skutkującą drugą porażką w sezonie. Przy okazji – na tym etapie odpadł drugi polski przedstawiciel – Pekaes Pruszków, przegrywając dwumecz z Elan Chalon, chociaż występy w grupie były równie udane co Zeptera (bilans 8-2).

Dwumecz z Mediolanem miał się okazać jednak tymi meczami, dzięki którym można ten sezon pucharowy pamiętać. Włosi byli 5 zespołem ligi w poprzednim sezonie, ale liga była chyba najmocniejszą wtedy w Europie – Varese, Benetton i Fortitudo w Eurolidze, Kinder i Adecco w Saporcie. Adecco nie byli już tak samo mocarni jak w połowie lat 90, ale wciąż grały tam uznane nazwiska, a największym był Jerome „Pooh” Richardson – nowy wtedy w drużynie, gdzie przyjechał po 639 meczach w NBA. Flavio Portaluppi czy Stefano Rusconi to byli lub obecni reprezentanci Włoch, a solidnie grał też Portugalczyk Sergio Ramos. Siłę zespołu niewątpliwie obniżała przerwa w grze centra Lee Nailona, 25-latka po NCAA, który dopiero po tym sezonie ma się przenieść do NBA na wiele lat. Śląsk wykorzystał chwilowe braki kadrowe drużyny z Mediolanu, zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w tym sezonie europejskim i powiększając przewagę z minuty na minutę odniósł przekonywujące zwycięstwo 75-57. Ojcem zwycięstwa był Adam Wójcik z 17 punktami, Richardson po drugiej stronie rzucił 19, ale reszta zawodników z Mediolanu została zatrzymana przez świetną obronę. Media pisały – „jedną nogą w ćwierćfinale”, a przed samym rewanżem „zachować czujność”. Czujność została zachowana, mecz rewanżowy toczył się punkt za punkt. Włosi wygrali tylko dwoma punktami (64-62).

Ćwierćfinał Pucharu Saporty to potyczki z chorwackim KK Zadar, a sam udział na tym etapie to powtórzenie najlepszych występów Śląska w pucharach sprzed 2 i 3 lat kiedy odpadali z Panathinaikosem i Realem. Zadar był wtedy (jeszcze) uznaną marką, przy tym wicemistrzem Chorwacji, w dwóch następnych sezonach zagrają w Eurolidze (ostatni raz w historii). Pierwszy mecz w wypełnionej Hali Ludowej. Na parkiet wybiegają jedne z największych gwiazd bałkańskiego kosza: Dino Radja (już po NBA, przyjechał z Panathinaikosu) i Arijan Komazec (analogicznie z Olympiakosu). Do tego szeroki skład reprezentacji Chorwacji (również „z przyszłości”) – Hrvoje Perincić, Tomislav i Jurica Ruzić, 18-letni Marko Popović, który bogatą karierę zakończył w zeszłym sezonie. Kristjan Ercegović (Astoria, Polpharma, Górnik) i Goran Kalamiza (Prokom, Polonia) to gracze którzy niedługo zawitają do PLK. Scott Stewart był jedynym Amerykaninem i to od połowy sezonu. Do przerwy mecz toczył się punkt za punkt z minimalną przewagą gości. 33-29 dla Zadaru do przerwy. Po przerwie obraz gry się zmienił, Chorwaci dokładali po punkciku, osiągają kilkanaście oczek przewagi. W ostatnich minutach nacisk Śląska w obronie pozwalał sukcesywnie odrabiać straty, Chorwaci jednak utrzymywali kilkupunktowe prowadzenie, zwalniali więc akcje, skończyło się na wyniku 56-63 – niezamykającym drogi do półfinału, ale przed rewanżem dość niekorzystnym. Najlepszym zawodnikiem na parkiecie był Komazec z 16 punktami. Rewanż tydzień później Chorwaci rozpoczęli od mocnego uderzenia: 6-0, potem 16-6. Śląsk opanował sytuację i przed przerwą trzymał się na 3-5 punktów straty. 39-32 po 20 minutach nie rokowało jednak dobrze przed drugą połową, bo w sumie do odrobienia było 14 punktów. Gdy w połowie drugiej połowy przewaga gospodarzy nadal wynosiła 7-10 punktów, wiadomo było że zadanie jest już niewykonalne. Chwilę później było 60-45, a zryw Zeptera i ostateczny wynik 64-69 to raczej efekt rozprężenia graczy Zadaru. Byli zdecydowanie lepsi, a sam suchy rezultat tego meczu, tak samo jak dwumeczu raczej nie pokazywał że Chorwaci mieli wszystko pod kontrolą.

Sezon pucharowy dobiegł końca. Śląsk po raz trzeci w ciągu 4 lat dotarł do ósemki drugiego najważniejszego pucharu, przeciwnik chociaż z niższej półki niż Real i PAO okazał się znowu za mocny. Za kilka miesięcy Wrocławianom z pomocą przyjdzie rozłam ULEB i FIBY, skutkujący dwoma Euroligami, w jednej z nich zagra Śląsk. Na drugi poziom rozgrywek wrócą jeszcze na 2 sezony do ULEB Cup (2004-2006) i będą to ostatnie do reaktywacji i 2015 roku ich kampanie europejskie.

Na zakończenie:

W maju Zepter Śląsk oczywiście po raz trzeci z rzędu zdobył Mistrzostwo Polski pokonując Komfort Stargard 3-0, Stal Ostrów Wlkp. 3-0 i Anwil Włocławek 4-1. Duża zasługa w tym Charlesa O’Bannona który bardzo źle zaczął grę w Europie. Był totalnie zagubiony, nawet w meczach ligowych, rozkręcił się jednak w play-offs. Może gdyby porządny stranieri zawitał do Wrocławia od razu po pożegnaniu Moore’a, jeszcze na jesieni, miałby więcej czasu na wkomponowanie w zespół i wynik w Europie byłby inny. A może Zadar i tak by to wziął.
Tak czy inaczej, kibice musieli poczekać jeszcze rok czy dwa na najlepszych obcokrajowców jacy grali w Śląsku, najlepsze mecze w Europie (i najlepszych przeciwników) oraz najlepszy zespół Śląska w PLK.

PS. Kinder Bolonia ostatecznie nie zdobył Saporty, przegrali finał z AEK Ateny (którzy nie bez trudu pokonali Zadar w półfinale).
PS2. Kolejnego odcinka z lat 90 nie będzie, najpierw zbiorcze podsumowanie 2000, a potem wskoczymy do nowej dekady, najlepszej! 🙂
PS3. Linkuję do pierwszego meczu ćwierćfinałowego z Zadarem

Wołam: @Svoher @DennisR @ejrafi @jimi121 @l3chu @zyx123 @Tobiass @ShinpuTokubetsu